sobota, 10 października 2009

Za KNO: Cza Qrwa grać na Dzień Papieski!

Program tegorocznego Dnia Papieskiego w Toruniu

* 17.00 - uroczysta Msza św. w kościele oo. Jezuitów pw. Świętego Ducha na Rynku Staromiejskim,
* 17.45 - przejście pod pomnik Jana Pawła II (przy katedrze), złożenie kwiatów i lampionów (będą wręczane przy wejściu do kościoła),
* 18.15 - na Rynku Nowomiejskim: przedstawienie działalności stypendialnej i pracy Caritas w odniesieniu do nauki Papieża; 3 utwory w wykonaniu Promisji (w tym utwór Marka Grechuty); happening w wykonaniu uczniów Gimnazjum nr 3; koncert w wykonaniu gwiazdy wieczoru - zespół CzaQu.

Organizatorem Dnia Papieskiego w naszym mieście jest Caritas Diecezji Toruńskiej. Celem podejmowanej po raz kolejny inicjatywy jest zmotywowanie mieszkańców diecezji toruńskiej do refleksji zainspirowanej postacią i nauką Sługi Bożego Jana Pawła II oraz do przemiany codziennych zachowań, szczególnie wśród młodych.


Zmotywowani do refleksji nie wiedzieliśmy, kto zacz ten cały CzaQu, na szczęscie przy pomocy guglownicy znaleźliśmy jeden z ich utworów, przy okazji manifest "programowy" objaśniający, skąd się wzięła nazwa zespołu. Jak widać (i słychać), zespół CzaQu czerpie pełnymi garściami z nauczania Jana Pawła II. Organizatorzy (Toruńska Caritas) w tym roku zapewnili młodzieży sporą dawkę KUltury. KUltury przez duże KU.



Na oficjalnej stronie zespołu czytamy:

Grupa CZAQU została doceniona podczas Festiwalu Toruńskich Gwiazd zdobywając tytuł Zespołu Roku 2009. Jest to dla nas o tyle ważne, ponieważ nagroda jest wynikiem głosowania naszych słuchaczy. Po raz kolejny dostaliśmy sygnał, że to co robimy ma sens i dużo znaczy dla ludzi, których spotykamy na naszych koncertach. Wielkie Dzięki!!!! czaqurwa GRAĆ

za: Kronika Nowus Ordo
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

a do tego polecam komentarze w tym temacie z  Forum Frondy


 

piątek, 9 października 2009

Biskup.... Próba refleksji. Próba zgody.

Ogarnęła mnie wczoraj dziwna refleksja. Posłuszeństwo mojemu Pasterzowi jest dla mnie sprawą nadrzędną i nigdy nie kwestionowaną. Dlatego też poniższy tekst ma charakter luźnej refleksji, a w żaden sposób krytyki bądź negacji autorytetu Biskupa.















Wczoraj Toruń nadał J.E. x.bp. dr Andrzejowi Suskiemu tytuł Honorowego Obywatela Miasta Torunia. Ordynariusz Toruński dołączył do zaszczytnego grona obywateli miasta.
Biskup z pewnością jest osobą o wysokim autorytecie moralnym, a 17 lat jego posługi pasterskiej dla miasta jest bardzo ważne- diecezja rozwija się.

Jednak czy dziś biskup jest... no właśnie...KIM JEST BISKUP?? Biskup,Episcopus,ἐπίσκοπος....nadzorca,opiekun,pasterz.

Jak pisze święty Paweł ,,Jeśli ktoś dąży do biskupstwa, pożąda dobrego zadania. Biskup więc powinien być nienaganny, mąż jednej żony, trzeźwy, rozsądny, przyzwoity, gościnny, sposobny do nauczania, nieprzebierający miary w piciu wina, nieskłonny do bicia, ale opanowany, niekłótliwy, niechciwy na grosz, dobrze rządzący własnym domem, trzymający dzieci w uległości, z całą godnością. Jeśli ktoś bowiem nie umie stanąć na czele własnego domu, jakżeż będzie się troszczył o Kościół Boży?(1 Tm 3.1-5)

Diecezja toruńska powstała niedawno- w 1992 roku. Jednak nie raz była to ziemia naznaczona obecnością Następców Apostołów. Także biskupów tułaczy. Mam tu na myśli pochowanego w Kościele pw. świętego Jakuba J.E. Adolfa Piotra Szelążka.

Osoba x.bp. Szelążka jest bardzo ciekawa i zaczyna się podobnie jak obecnego ordynariusza toruńskiego- albowiem obaj byli biskupami pomocniczymi w Katedrze Płockiej. Biskup Szelążek dodatkowo otrzymał stolicę tytularną Barca 24 listopada 1918, zaraz po odzyskaniu przez Polskę Niepodległości. 14 grudnia 1925 przeniesiony został na stolicę biskupią w Łucku, ingres do katedry odbył 24 lutego 1926. Został mianowany także radcą rzymskiej Kongregacji Kościołów Wschodnich. Diecezja Łucka została oddana szczególnej opiece św.Teresy od Dzieciątka Jezus. Podobnie jak leżące na terenie diecezji toruńskiej Górzno.
Przełomową i tragiczną cezurę w posłudze pasterskiej Adolfa Piotra Szelążka stanowi wybuch II wojny światowej. Po wkroczeniu dnia 17 IX 1939 w granice toczącej walkę z najeźdźcę niemieckim Polski wojsk sowieckich i zajęciu przez nie również Łucka, tamtejszy ordynariusz pozbawiony został swobody sprawowania swego urzędu, jak też eksmitowany z zajmowanej dotychczas rezydencji. Zamieszkać musiał w niedużym mieszkaniu, narażony na niewygody fizyczne i stale odtąd szykanowany. Wielu duchownych aresztowano i osadzono w więzieniach lub łagrach. Wobec śmierci już 11 V 1940 dotychczasowego sufragana łuckiego, 54-letniego Stefana Walczykiewicza, po ustaniu rządów sowieckich podjął biskup Szelążek starania o nominację jego następcy. Dopiero jednak dnia 31 I 1944 przekazana została z Watykanu do nuncjusza apostolskiego w Berlinie poufna informacja o powołaniu na biskupa pomocniczego (a w razie konieczności – administratora apostolskiego) dla Łucka dotychczasowego sufragana przemyskiego, 69-letniego Wojciecha Tomakę (dożyć miał on wieku 92 lat!), Objęcie przezeń nowej funkcji nie było już jednak możliwe, gdyż na wiosnę 1944 r. tereny diecezji łuckiej na powrót znalazły się pod rządami Sowietów. Po zajęciu Łucka nakazali oni ordynariuszowi opuścić ziemie biskupstwa i udać się za Bug, który stanowić miał nową granicę wschodnią państwa polskiego. Biskup Szelążek odmówił jednak podporządkowania się tej bezprawnej decyzji i pozostał na miejscu, co spowodowano jego aresztowanie w nocy z 3 na 4 I 1945. Po kilkunastodniowym śledztwie, przeprowadzonym na miejscu (tj. w Łucku), pasterz diecezji przewieziony został wpierw do Kowla, a następnie do Kijowa, gdzie umieszczono go w więzieniu Ministerstwa Bezpieczeństwa. Akta jego sprawy odesłano tymczasem wprost do Moskwy. W więziennych murach przyszło sędziwemu biskupowi obchodzić 30 VII 1945 swoje osiemdziesiąte urodziny, w następnych wszakże miesiącach dał o sobie znać poważny regres w stanie jego zdrowia.Gdy Ks. Bp otrzymywał paczkę żywnościową dzielił ją na 2 części. Jedną zostawiał dla siebie i księży, drugą dzielił pomiędzy tych, którzy nigdy nic nie otrzymywali. Trwały tymczasem usilne zabiegi Stolicy Apostolskiej, podejmowane za pośrednictwem dyplomacji amerykańskiej o uwolnienie łuckiego pasterza, zakończone pomyślnym rezultatem. Sam zainteresowany powiadomiony został o mającym nastąpić zwolnieniu dnia 24 IV 1946, niemniej wypuszczono go z więzienia dopiero 15 V 1946.
Nie dana została biskupowi Szelążkowi możliwość powrotu do swej diecezji, lecz odstawiony on został pod eskortą bezpośrednio do nowej granicy polskiej na Bugu. Z Kijowa przewieziono go mianowicie koleją do Lwowa, a stamtąd dalej do Przemyśla. Tu też powiadomiono wygnańca, iż o udzielenie mu gościny zabiegał najsilniej ordynariusz kielecki Czesław Kaczmarek, przed swym wyniesieniem na biskupstwo kapłan diecezji płockiej (wyświęcony w r. 1922). Biskup Szelążek zaproszenie swego niegdysiejszego wychowanka przyjął i udał się koleją do Kielc (droga wiodła przez Kraków). W podróży tej stale towarzyszyli mu od granicy funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa. Do miejsca swego tymczasowego przeznaczenia dotarł Adolf Piotr Szelążek 19 V 1946. Mimo gościnności biskupa Kaczmarka nie zabawia jednak długo w Kielcach, lecz już 6 VIII 1946. wyjechał do Warszawy. Widok ruin zburzonej przez Niemców stolicy stał się przyczyną zawału, jaki sędziwy ordynariusz łucki wówczas przeszedł. Po kilkudniowym pobycie w szpitalu biskup-wygnaniec wyruszył 18 VIII 1946 dalej na północ – do diecezji chełmińskiej. Wiązało się to z doprowadzonymi do pomyślnego skutku zabiegami jego kanclerza z Łucka, kanonika Jana Szycha, pracującego od momentu repatriacji w Toruniu na posadzie kapelana szpitala epidemicznego (niebawem wszakże został proboszczem miejscowej parafii św. Jakuba), o oddanie wygnanemu pasterzowi na rezydencję należącego do biskupów chełmińskich pokrzyżackiego Zamku w Bierzgłowie. Wobec zgody ordynariusza z Pelplina Kazimierza Józefa Kowalskiego, Adolf Piotr Szelążek sprowadził się 20 VIII 1946 do podtoruńskiego Bierzgłowa, gdzie spędzić miał ostatnie cztery i pół roku życia, oddając się w tym okresie w szczególności pracy naukowej. Tu powstała m.in. opublikowana w r. 1947 w Toruniu praca „Podstawy dotacji duchowieństwa katolickiego w Polsce w okresie przedkonkordatowym”, jak i jego opus magnum – „Moralne odrodzenie świata”, wydane dopiero w r. 1979 w Mannheim w opracowaniu ks. Juliusza Janusza (+ 1978), kanonika honorowego kapituł łuckiej i warszawskiej, przed II wojna światową proboszcza parafii Potasznia w powiecie kostopolskim.
Zmarł Adolf Piotr Szelążek na Zamku Bierzgłowskim 9 II 1950 (około południa) w wieku 85 lat. Uroczystości pogrzebowe biskupa-wygnańca, którym przewodniczył nowy prymas Stefan Wyszyński, odbyły się 13 II 1950. w toruńskim kościele św. Jakuba, w podziemiach którego znalazł on wieczny spoczynek i gdzie w kilka lat później umieszczona została okolicznościowa płyta epitafijna.

Biskup, pasterz, opiekun, wygnaniec. Los biskupa..wielu biskupów przed Nim, wielu biskupów po Nim. Biskup dzielić winien losy swoich owiec. Wzięty z ludu i dla ludu ustanowiony. Biskup.. Sługa Kościoła. Obywatel...sługa państwa. Choć tylko honorowy.

piątek, 2 października 2009

Królewskim cieniom - o władcach z łaski Boga, a nie wyborcy

Począwszy od Kazimierza Wielkiego ciągnie się długi szereg polskich monarchów którzy gościli w Toruniu. Ten honor nie był dan jedynie siedmiu spośród nich- Ludwikowi Węgierskiemu, Jego córce- Jadwidze( która była Królem) Władysławowi Warneńczykowi, Henrykowi Walezemu(dla francuzów Henrykowi III), Michałowi Korybutowi Wiśniowieckiemu, Augustowi III oraz Stanisławowi Augustowi Poniatowskiemu.
Władcy widzieli w Toruniu ważne miejsce w swojej Koronie. Dlatego często Toruń był świadkiem ważnych wydarzeń związanych w władcami tego kraju. Pamiętać o tym należy - choć władze miasta nigdy chyba nie złożyły oficjalnie pokłonu Królewskim cieniom na Wawelu. Szkoda. Władza królewska pochodzi od Boga, dziś - okrutnym zbiegiem okoliczności- decyzje ludzkie nazywane są suwerennymi. Ale to inny temat do dyskusji.

W Toruniu znajduje się najstarszy poczet królów Polski, o czym mało kto wie. Poczet ów skrywa wiele tajemnic. Jak i całe miasto.
W archiwum toruńskim znajduje się opis ratusza z pocz. XVIII w., w którym wymieniony został poczet królów polskich od Kazimierza Jagiellończyka do Augusta II Sasa. Obrazy powoli odsłaniają tajemnice- jak choćby odkrycie oryginalnego podpisu pod wizerunkiem Władysława IV. W znanej przed konserwacją wersji napis brzmiał: VLADISLAVS IV D.G. REX POLONIAE REGNAVIT ANNOS XVI (Władysław IV z łaski Bożej król Polski panował lat XVI); natomiast odsłonięta treść informowała: WLADISLAVS QVART, D.G. REX POLONIAE (Władysław IV z łaski Bożej król Polski). Brak słów REGNAVIT ANNOS XVI sugeruje, że portret namalowano za życia króla. Z źródeł wiemy, że król Władysław IV odwiedził Toruń w 1645 r., gdzie uczestniczył w zjeździe teologów katolickich, luterańskich i kalwińskich (tzw. Colloquium Charitativum), którego celem było pojednanie wyznań chrześcijańskich. Możemy przypuszczać, iż na przyjazd monarchy, Rada Miejska ufundowała zespół portretów królewskich i w związku z tym należy datować je na krótko przed 1645 r.
Portret Jana Kazimierza, który przed konserwacją miał napis: JOAN CASIMIRO D.G. REX POLONIAE REGNAVIT ANNOS XX ET TEGNO SE ABDICAVIT ANNO 1668 (Jan Kazimierz z łaski Bożej król Polski panował lat XX i zrzekł się panowania w roku 1668) w oryginale brzmiał: JOANNES CASIMIRUS D.G. REX POLONIAE ET SVETIAE (Jan Kazimierz z łaski Bożej król Polski i Szwecji). Na portrecie Michała Korybuta Wiśniowieckiego przed konserwacją znajdował się napis: MICHAEL D.G. REX POLONIAE REGNAWIT ANNOS IV MENSES IV (Michał z łaski Bożej król Polski panował lat IV miesięcy IV), a odsłonięty tekst informował: MICHAEL D.G. REX POLONIAE ELECTUS ANNOS 1669 (Michał z łaski Bożej król Polski wybrany w 1669 r.). Fakty te wskazują, że portrety powstawały za życia panujących. Słowa: REGNAVIT ANNOS... (panował lat...) domalowano podczas renowacji wszystkich wizerunków w XVIII w.


Największe- w moim mniemaniu - tajemnice skrywa śmierć w Toruniu Króla Jana Olbrachta 17 czerwca 1501 roku.Monarcha przyjechał do naszego miasta, żeby prowadzić rozmowy z Krzyżakami. Zgodnie z postanowieniami II pokoju toruńskiego Krzyżacy mieli oddać zagrabione ziemie polskie, a mistrz Zakonu miał złożyć, na znak poddaństwa, hołd królowi polskiemu.Fryderyk Saski odmówił jednak hołdu, a tym samym zatwierdzenia pokoju z Janem Olbrachtem.Król dostał w czasie wizyty apopleksji, czyli wylewu krwi do mózgu i został sparaliżowany.Zmarł w sali ratusza zwanej odtąd salą Królewską.
Król umarł w czerwcu, w czasie wielkich upałów.Ciało spoczęło w nekropolii królewskiej jaką był Wawel. Postanowiono więc, że wyjęte zostaną wnętrzności króla w celu ich przechowania. Włożono je więc do drewnianej skrzynki, która miała być wmurowana w ścianę kościoła śś. Janów. Badania wykazały jednak, że skrzynka została zakopana pod posadzką kościoła w okolicach kolumny. Obok, na ścianie pozostawiono znaki, świadczące o tym, że tam właśnie spoczywa serce królewskie, czyli serce i datę 1501. Kościół zatem urósł do rangi nekropolii Królów. Zatem obok Wawelu, Poznania także Toruń jest depozytariuszem królewskich relikwii.




















W przyszłym roku przypada 510 rocznica śmierci Monarchy.
Oddać mu należy hołd.
Nie wolno zapomnieć o dobroczyńcy tych ziem.

środa, 30 września 2009

Baaaa...(varia) czyli czy warto umierać za Toruń

Bawaria słynie w świecie z wielu spraw. Z choćby BMW, licznych browarów, Oktoberfest, a także z tego że z tej górskiej krainy, a dokładnie z małej miejscowości Marktl an Inn wywodzi się Biskup Rzymu, Namiestnik Pana Naszego Jezusa Chrystusa, Następca Księcia Apostołów, Najwyższy Kapłan Kościoła Powszechnego, Patriarcha Zachodu, Prymas Italii, Arcybiskup i Metropolita Rzymskiej Prowincji Kościelnej, Suwerenny Władca Państwa Watykańskiego Benedykt XVI.
Ktoś mógłby pomyśleć że Toruń z Bawarią nie ma wiele wspólnego. Ale tu się myli. W naszej toruńskiej ziemi, niedaleko od centrum leżą kości żołnierzy bawarskich.Polegli daleko od Ojczyzny dla obcej sprawy. W czasie wojen napoleońskich Toruń opierał się w 1813 roku połączonym siłom rosyjsko-pruskim. Miasta poza polakami bronili francuzi oraz brygada bawarska pod dowództwem gen. Friedricha von Zollera. Z czterech tysięcy dzielnych żołnierzy blisko tysiąc nigdy nie opuściło miasta. Zostali tu na zawsze.Bawarczycy zostali pochowani w zbiorowym grobie poza murami miasta. Przechodząc tamtędy zawsze zastanawiam się dlaczego miasto tak mało dba o to miejsce. Przez dziesiątki lat było zaniedbane, zapomniane, wkomponowane nieudolnie w pobliski zespół szkół. Pomnik zapomnienia o dzielnych wojakach.
















Pomysłodawcą uczczenia ich pamięci był szef sztabu armii bawarskiej Max Verri della Bossia. Sprawił on że w 1887 rząd Bawarii wykupił grunt, na którym znajdował się zbiorowy grób żołnierzy. Ustawiono też do dziś stojący pomnik, ufundowany ze składek które zebrano w całej bawarskiej armii.Pomnik został odsłonięty 26 maja 1887 roku.














Miasto niedawno przeniosło pomnik bliżej bardziej uczęszczanej ulicy. Kiedyś ten pomnik stał w polu za miastem. Strzegł traktów do miasta. Dziś stoi samotny w mieście. Od czasu do czasu ktoś ustawi świecę, kwiaty. Miasto bardzo często zapomina o swojej historii. A przecież tam powinny odbywać się przynajmniej raz w roku modlitwy za spokój duszy poległych. Tak się nie dzieje.


Panie, Boże Wszechmogący, polecam Twemu miłosierdziu dusze poległych żołnierzy, którzy oddali swe życie w obronie naszej drogiej Ojczyzny i przelali swoją krew w obronie nie tylko naszego kraju, ale i Wiary świętej. O Boże, niech to ich męczeństwo poniesione w obronie Wiary i Ojczyzny uwolni ich dusze z czyśćca i wyjedna wieczną nagrodę w niebie. Błagam Cię o to przez Mękę i Śmierć naszego Zbawiciela, przez Jego Najświętsze Serce, przez przyczynę i zasługi Jego Niepokalanej Matki oraz świętych Patronów i Patronek naszego Narodu. Amen.


Na pomniku widnieje napis: Dla wspomnienia Bawarczyków, którzy w roku 1813 polegli i zmarli w czasie obrony Torunia i herb Bawarii. Brakuje nawet Krzyża..

środa, 23 września 2009

Dnia 24 roku Pańskiego 1983

Toruń zwan jest często jako Kraków Północy- dla odmiany można więc określić Kraków jako Toruń Południa. Dziś więc wyjątkowo przenoszę czytelników w inny Toruń. Ten południowy, co też - jak mniemam- będzie mi wybaczone. Ale i okazja jest niebagatelna...
-------------------------

Oto dziś dzień niezwykły- a jednocześnie niemalże zapomniany...jak kalendarz Liturgiczny długi i szeroki, nic...; szkoda... tyle Świąt niegdyś hucznie obchodzonych w kaplicach, kościołach i Katedrach jest dziś jednym pociągnięciem pióra wykreślanych z kalendarzy. Daj Bóg jeśli są tylko ,,cywilnie zniesione", gorzej gdy są w ogóle zapomniane...także przez Kościół.

Do takich świąt nawiązuje właśnie obchodzone święto Matki Bożej od Wykupu Niewolników. Matka Boża otaczana jest czcią w Swoim wizerunku w Kościele śśw. Janów ( pod tym samym wezwaniem co toruńska Katedra) u ss. Wizytek.






















Obraz pochodzi z początku XVI w. i nosi cechy przełomu gotyku i renesansu. Malowany jest techniką olejną na desce lipowej. Przedstawia Matkę Bożą z Dzieciątkiem Jezus na lewej ręce, w prawej w dwu palcach trzyma Ona kwiat koniczyny. Złote tło obrazu pokrywają wytłaczane ornamenty. Tradycja podaje, że obraz ofiarował do Kościoła św. Jana, książę Stanisław Radziwiłł, zwany Pobożnym.

W ciągu wieków zanotowano wiele łask i cudów. Pierwszy z nich mówi o uwolnieniu więźnia skazanego na śmierć w roku 1633, któremu po wezwaniu pomocy Najświętszej Panny kajdany same z rąk opadły i do dziś jako wotum wiszą w Kościele. To zapewne stało się przyczyną, że u Matki Bożej w Kościele św. Jana szukano ratunku, gdy kajdany niewoli krępowały naród lub poszczególnych ludzi. Modlił się tu także dnia 23 lutego 1684 r. król Jan III Sobieski, wracający spod Wiednia, dziękując Maryi za odniesione zwycięstwo. Tadeusz Kościuszko w dniu przysięgi na Rynku krakowskim - 24 marca 1794 r. przybył wieczorem do klasztoru i u stóp Matki Bożej prosił o pomoc w podjętej o wolność kraju walce. Koronacji obrazu dokonał abp. Karol Wojtyła 9 maja 1965 roku.

"Prawdziwe nabożeństwo do Najświętszej Maryi Panny jest święte, to znaczy prowadzi duszę do unikania grzechu i do naśladowania cnót Najświętszej Maryi Panny, zwłaszcza Jej głębokiej pokory, żywej wiary, ślepego posłuszeństwa, nieustającej modlitwy, wszechstronnego umartwienia, Boskiej czystości, Jej głębokiego miłosierdzia, Jej heroicznej cierpliwości, Jej anielskiej słodyczy i iście Boskiej mądrości. Oto dziesięć głównych cnót Najświętszej Maryi Panny".

(Ludwik Maria Grignion de Montfort (ur. 31 stycznia 1673 w Montfort we Francji, zm. 28 kwietnia 1716 w Saint-Laurent-sur-Sèvre), francuski duchowny i święty )

----------------------------------------------------------------------------------------------

Bogu w Trójcy jedynemu składam pokłon za to że dał mi się narodzić właśnie w to święto zapomniane. Że pozwala mi jeszcze czasem usłyszeć bicie dzwonów w zruinowanych kościołach, dosłyszeć na ruinach laudesy nieobecnych mnichów, i żyć kolejny rok.

niedziela, 20 września 2009

O ukaraniu bezbożności-czyli rzecz o najstarszym

Błądząc między wąskimi uliczkami miasta można zauważyć rzeczy wprost przepiękne. Od Aniołów, przez wmurowane w reprezentacyjny deptak herby miast hanzeatyckich. Co wprawne oko może także wypatrzeć znaki masońskiej loży na dzisiejszym gmachu Kurii Biskupiej. Szkoda jednak, że nie wszystkie wspaniałości naszego miasta dotrwały do dnia dzisiejszego. Wojny i czas uczyniły swoje. Dziś jednak pragnę przypomnieć najstarszy- niestety już nieistniejący- pomnik miasta a mianowicie Kolumnę Maryi.
XVIII wieczne miasto było w Rzeczpospolitej jednym z znaczniejszych ośrodków herezji protestanckiej. Mimo obecności jezuitów i ich nauczania w staromiejskiej Farze pw. śśw. Janów stan ten nie ulegał zmianie. Rada Miasta i znaczniejsi obywatele pozostawali protestantami. Natomiast niższy stan i okoliczna szlachta byli przywiązani do wiary Katolickiej. Zmiany przyniósł tzw. Tumult Toruński, któremu nie raz jeszcze uwagę poświęcę w moich notatkach. Po zwycięstwie swojej sprawy Katolicy postanowili uczcić to w najlepszy sposób- ku nowym pokoleniom- i postawili pierwszy w Toruniu wolno stojący pomnik- Kolumnę Maryjną.
Wznoszenie słupów czy też kolumn morowych rozpowszechniło się w Europie po Soborze Trydenckim (1545-1563) i stało się jednym z oznak baroku. Bardzo piękne kolumny można spotkać choćby w samym Rzymie - czy też bardzo urokliwą kolumnę Trójcy Przenajświętszej (Sloup Nejsvětější Trojice) w Ołomuńcu.
Nasza toruńska kolumna była nie aż tak okazała- ale za to bardzo mocno symboliczna.



















Zlokalizowany mniej więcej na skrzyżowaniu ulic Żeglarskiej i Św. Jana, a więc przed plebanią Kościoła Świętojańskiego. A zatem zaraz przy Toruńskiej Staromiejskiej Farze - Kościele, o który toczyły się ciągłe spory czy ma być nasz( katolicki), czy ich( luterański). Po Tumulcie Kościół ów na trwałe stał się świątynią Katolicką, podobnie jak Kościół i klasztor Wniebowzięcia Najświętrzej Marii Panny.
Pomnik ten powstał z inicjatywy katolików toruńskich w latach 1725-30. Miał symbolizować zwycięstwo katolicyzmu w zdominowanym przez protestantów Toruniu. W związku z tym kolumna była źle widziana przez protestancki patrycjat toruński, tym bardziej, że ten typ ikonograficzny miał głęboki wyraz ideowy, gdyż herezja protestan odrzuca dogmat o niepokalanym poczęciu, natomiast w religii katolickiej jest to jedna z najważniejszych zasad wiary, oparta na Apokalipsie św. Jana.
Kolumna wzorowana była na wzniesionym w początku XVII wieku w Rzymie pomniku Niepokalanego Poczęcia Matki Boskiej (Immaculata) - pierwszym tego typu pomniku-kolumnie.
Kolumna o wys. 4,5 m wykonana była z krakowskiego piaskowca, a cokół z „... innych rodzajów kamienia wyłożonych miedzianą powłoką ...”. Na cokole znajdował się napis wykonany złotymi literami mówiący o ukaraniu bezbożności (w domyśle luteranów :D) i o obronie honoru Najświętszej Marii Panny:

Bogu Najwyższemu i Najlepszemu Bezbożność zagnała aż tu Syzyfa Zniszczyła wystawiony ongiś marmurowy Posąg Maryi burząc wszystkie kamienie [Pobożność] przydała z gwiazd na niebie chwałę wizerunkowi Matki Boga Maryi. Będzie stał na tym marmurze wzniesiony za króla Augusta II. Obyś przechodniu okazywał cześć temu kamieniowi. Roku Pańskiego 1725.

Pomnik został uszkodzony w czasie działań wojennych kampanii napoleońskiej w 1805 roku i ostatecznie zburzony przez władze pruskie w 1817 roku, gdy po kasacie zakonu jezuitów, opuszczone przez nich pobliskie budynki kolegium zostały zaadaptowane na koszary artylerii. Była to szeroko zakrojona akcja pruskiego zaborcy, polegająca na usuwaniu materialnych dowodów przypominających świetność Rzeczypospolitej.
Także nie było dane stać naszemu pomnikowi długie lata. Nawet nie 100 lat. Zapomniany. Nie wiem co się stało z resztkami kamienia z kolumny. Może leżą w niedalekiej Wiśle, może stanowią fundamenty w jakiejś nowszej kamienicy. Szkoda. Ufam jednak że kiedyś władze miejskie przypomną sobie, że Toruń winien mieć nie tylko 3 pomniki Jana Pawła II, ale także wrócić do początków. A początkiem była z pewnością opisywana kolumna. Mamy także Radio...; czas pokaże.



piątek, 18 września 2009

Błogosławiony...z zapomnianym sercem

Toruń w swojej historii miał wielu Błogosławionych, a także Świętych. Zwykle bezimiennych- bo iluż dobrych ludzi w swojej historii wydało miasto? Zapomniane nekropolie w średniowiecznych Kościołach, także tych zrównanych z ziemią. Relikwie męczenników wmurowane w ołtarze nie są już czczone. Często zadaję sobie pytanie czy turyści lub wierni którzy nawiedzają Staromiejską Katedrę zdają sobie sprawę z mnogości znajdujących się tam relikwii.. ale cóż- historia większości z nich pokryta jest patyną niezrozumienia i zapomnienia.. Święci Janowie- módlcie się za nami...
Ale i w XX wieku powrócili męczennicy. W naszych czasach, nieopodal. Do takich męczenników należy z pewnością xiądz Stefan Wincenty Frhelichowski. Kapłan według Serca Bożego.




















Stefan Wincenty Frelichowski przyszedł na świat 22 stycznia 1913 roku w Chełmży koło Torunia. Po ukończeniu szkoły powszechnej, w roku 1923 rozpoczął naukę w Państwowym Gimnazjum Humanistycznym w Chełmży.W czerwcu 1931 roku zdaje maturę i staję przed wyborem drogi życiowej. Przed wyborem służby Bogu w kapłaństwie wiele się zastanawiał i do ostatniej chwili wahał. Przebywając na wakacjach podjął ostateczną decyzję. Pod datą 10 sierpnia 1931 zapisał w swoim pamiętniku: Zdecydowałem się krótko, po żołniersku, wstąpić nieodwołalnie do Seminarium .W czasie rekolekcji przed przyjęciem święceń subdiakonatu 5 kwietnia 1936 zapisał w pamiętniku: Poznać wolę Boga w stosunku do mnie i zdecydować się pójść za nią. Od decyzji tej zależy moje potępienie czy zbawienie. Od decyzji tej zależą może ważne wypadki, które zaważą na dziejach jednego pokolenia. Od łask, które mi Bóg podczas tych rekolekcji ześle, zależy może moja cała działalność, może zbawienie i szczęście wielu dusz, lub też z niewykonania tych łask niemożność ich nawracania .4 marca 1937 roku przyjmuje święcenia kapłańskie i następnego dnia odprawia swoją prymicyjną Mszę Świętą. Początkowo pełnił funkcję kapelana i osobistego sekretarza biskupa chełmińskiego. 1 lipca 1938 został mianowany wikariuszem w parafii Najświętszej Marii Panny w Toruniu. Podczas półtorarocznego okresu pracy duszpasterskiej dał się poznać jako doskonały wychowawca dzieci i młodzieży. Organizował zbiórki, biwaki i wycieczki. Był także redaktorem czasopisma parafialnego.Frelichowski został aresztowany przez Niemców zaraz na początku wojny, 11 września 1939 później został zwolniony i powtórnie zatrzymany 18 października i osadzony w forcie VII w Toruniu. Później w styczniu 1940 został przeniesiony do obozu pracy w Gdańskim Nowym Porcie i po miesiącu znów przewieziony do obozu koncentracyjnego w Stutthofie. Przebywając w ciężkich warunkach więziennych i obozowych organizował wspólne modlitwy, pomagał chorym, słuchał spowiedzi. Będąc w Stutthofie zorganizował i odprawił potajemnie Mszę Świętą w Wielki Czwartek. 9 kwietnia 1940 roku został wywieziony do obozu w Sachsenhausen, a po ośmiu miesiącach do obozu w Dachau, gdzie otrzymał numer 22492. Tam dalej służył współwięźniom jako kapłan - m.in. sprawował mimo surowych zakazów Msze Święte. Gdy w obozie wybuchła epidemia tyfusu przekradał się do części obozu gdzie znajdowali się zarażeni tą chorobą. Pielęgnował ich i zanosił im Komunię Świętą. Dzielił się, ze współwięźniami otrzymanymi z domu paczkami.Przed kremacją ciała księdza Stefana Frelichowskiego władze obozu w Dachau zgodziły się na wystawienie jego ciała na widok publiczny i oddanie mu hołdu przez współwięźniów. Dzięki temu udało się sporządzić maskę pośmiertną oraz wyjąć serdecznych palców kostki palców będące dziś relikwiami błogosławionego. 7 czerwca 1999 Ojciec Święty Jan Paweł II podczas pielgrzymki do Polski podniósł Sługę Bożego Stefana Wincentego Frelichowskiego do godności błogosławionego.

Kapłan i Msza Święta.

Miejsce Kapłana...Wielki Ołtarz, Konfesjonał. Do dziś w Kościele stoi Ołtarz na którym w rękach bł. x. Stefana chleb zmieniał się w Ciało Chrystusa a wino w Jego Najświętszą Krew. Ołtarz ten zionie pustką. Trzeba oddać rację że wciąż jest tam Bóg- wciąż Tabernakulum nie zostało wyrzucone poza prezbiterium jak ma to miejsce w innych Kościołach miasta. Ale Msza...

Msza















Msza która była życiem, centrum życia bł. x. Stefana nie jest już sprawowana w tej Świątyni. Na ironię zakrawa fakt, że do ku czci błogosławionego kapłana odprawia się Mszę której ów kapłan nie znał. Już nie oddaje się należnej czci Bogu, za pośrednictwem tego kapłana, Mszą którą ten kapłan umiłował. Msza- serce tego heroicznego kapłana- została zapomniana. Czekam dnia gdy tak się stanie...gdy usłyszę łacińskie Dominus Vobiscum. Bóg jeden zna czas. Kościół ten jest sanktuarium- kilka bocznych ołtarzy stoi i czeka. Czeka piękna ambona z której nauczał Błogosławiony, czekają dusze mnichów którzy zasiadali w gotyckich stallach, czekamy...