środa, 28 października 2009

Ku Czci Pomordowanych w 70. rocznicę pierwszych straceń na Barbarce








Miłosierny Boże, spraw, aby Twoi słudzy, kapłani pomordowani na Barbarce, których  w ziemskim życiu zaszczyciłeś świętym posłannictwem, radowali się wiecznie w niebieskiej chwale. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, † który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego,  Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.

Módlmy się. Boże, Ty sprawiłeś, że Twój Syn zwyciężył śmierć i wstąpił do nieba, daj swoim sługom i służebnicom udział w Jego zwycięstwie nad śmiercią,  aby mogli  na wieki oglądać Ciebie, swojego Stwórcę i Odkupiciela. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna,  który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego,  Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
W lasach podtoruńkiej Barbarki od października do końca grudnia 1939 r. gestapo i Selbstschutz przeprowadziły masowe egzekucje, rozstrzeliwując ponad 600 Polaków z Torunia i okolicy, przede wszystkim przedstawicieli inteligencji (nauczycieli, duchownych), działaczy społecznych i politycznych - w tym członków Związku Zachodniego, przedsiębiorców, harcerzy, więzionych w toruńskim Forcie VII lub w Poznaniu.

Słów kilka o Mszy...


















Kiedyś Jacek Kaczmarski śpiewał:
Nie będzie wina z tej wody,
Z tych pieśni nie będzie dróg wzwyż,
Z tych dusz nie będzie narodu,
Każdy sam poniesie swój krzyż.


Nie będzie kielicha na krew,
Nie będzie wody do rąk,
Nie będzie ech na ten zew,
Z tej męki nie będzie ksiąg.

Przyznam że słowa ,,Antylitanii na czasy przejściowe" cisnęły mi się na myśli gdy wyszedłem w poniedziałek wieczorem z Kościoła po zakończonej celebracji Mszy w rycie Mozarabskim w Kościele św. Jakuba w Toruniu. Tym bardziej, że wróciłem raptem kilka chwil wcześniej z Krakowa gdzie miałem tę łaskę by uczestniczyć we Mszy Świętej przy Ołtarzu Koronacyjnym w Katedrze Wawelskiej. Msza krakowska była celebrowana niezwykle dostojnie. Niezwykle pobożnie odprawiony Novus Ordo Missae. Wawel nijako wymusza dostojeństwo, szacunek i tego ducha..;

Msza Toruńska była odprawiona w zreformowanym rycie mozarabskim co z resztą było do przewidzenia. Należy zaznaczyć, że była to pierwsza w Polsce celebracja w tym rycie którego kustoszem jest Prymas Hiszpanii. Celebransem był Ks. Prof. Félix María Arocena,profesor liturgiki, który pełni ponadto urząd kanclerza Kurii w Santiago de Compostela. Jak przystało na ryty zreformowane była koncelebra- ks. dr Piotr Roszak oraz ks. Marek Rumiński/Proboszcz toruńskiej katedry/. Sama Msza została odprawiona w kierunku wschodnim, jednak przy ołtarzu który na codzień służy do oprawiania Mszy Świętych ,,w rycie posoborowym". Stary ołtarz św. Jakuba pozostał nijako w tle. Trzeba także zwrócić na kompletne nieprzygotowanie asysty liturgicznej( nie mniej jednak ciężko mieć tu pretensje do kogokolwiek- przy pierwszej celebracji w tym rycie nie może być idealnie..ale gdy ministrant z kadzidłem pcha się jako 4 do okadzenia ołtarza..to nie jest dobrze). Także Księża nie ustrzegli się błędów. Przyznam że po raz pierwszy miałem do czynienia z sytuacją że jeden z celebransów...nie był zorientowany co do tego gdzie znajduje się Tabernakulum z Najświętrzym Sakramentem( pokutuje tu usuwanie Tabernakulum poza Prezbiterium). No i ,,reforma reformy"- czyli odprawianie w języku łacińsko-polskim( Naprawdę nie wiem na ile to było..hmm...z punktu widzenia rubryk mszalnych...że tak powiem legalne) Tyle moich żali. Przyznam że umieszczam tu jedynie moje SUBIEKTYWNE UWAGI. Każdy z licznej rzeszy wiernych którzy przybyli na Mszę Świętą może mieć własne zdanie biegunowo odmienne od mojego. Tym bardziej że byłem wciąż pod wrażeniem celebry krakowskiej..;

Sama Msza była z pewnością nowym przeżyciem dla wszystkich w niej uczestniczących, wyłączając może samego głównego celebransa, który jako Hiszpan był zapoznany z własnym rytem. Zaskoczyło mnie iż w tym rycie nie ma na początku znaku krzyża, znak pokoju( a jakże) jest w środku Mszy, a w czasie konsekracji nie ma przyklęknięcia oraz ukazania do adoracji Najświętrzych Postaci. Sam ryt mimo reformy jest niezwykle bogaty w symbole. Piękne modlitwy i odniesienia do Kościoła Walczącego- ze względu że historia rytu sięga czasów gdy Hiszpania była pod panowaniem muzułmanów. Bycie chrześcijaninem wymagało odwagi. Dziś też potrzeba odwagi. Odwagi bycia chrześcijaninem jak zaznaczył ks. Piotr w homilii.





















































































PS: Na koniec ogarnęła mnie jeszcze jedna refleksja- Jestem dumny że w mojej diecezji, w moim mieście, w kościele z którym jestem emocjonalnie niezwykle mocno związany była po raz pierwszy w Polsce odprawiona Msza w rycie mozarabskim. Jest do wielką chlubą dla miasta. Zastanawia mnie jednak fakt czy ona tak naprawdę powinna....mieć miejsce. Nieprzygotowanie asysty- nijako z przypadku jest tu wskaźnikiem. Czy należy odprawiać Msze Święte w innych rytach gdy służba liturgiczna, wierni i..czasem nawet celebrans nie są do tego gotowi. Czy należy odprawiać Mszę dla samej Mszy, czy nie należy czasem zaprzestać? Bo komu to ma służyć? Ta refleksja jest też pod adresem Mszy Trydenckiej... co zrobić by zrozumieć?...

piątek, 23 października 2009

Jak wbić gwóźdź w żelazne drzwi czyli o świętowaniu herezji.

,,Z luteranami poczciwey rozmowy nie masz, bo plemię kacerskie, tedy wszelką gadkę zaczynay dawszy wprzódy w pysk" parafrazując fragment dziełka wydanego anonimowo w Książnicy Zamoyskey (Zamość, 1669)


Święto- dzień radosny, dzień ku czci ważnej postaci, wydarzenia,chwili. Świętuje się zwykle coś co przynosi zysk,chlubę, chwałę. Coś co pozwala na dłuższą metę szczycić się czymś.
Od kilku lat w moim rodzinnym mieście odbywa się coś co nazywane jest ,,świętem reformacji" - w tym roku przypada w dniu dzisiejszym, dlatego też pozwoliłem sobie na tę okoliczność napisać ten okolicznościowy tekst.
Szperając w internecie natknąłem się na jednej ze stron internetowych WSPÓLNOT protestanckich na tekst:
Organizatorem imprezy są zbory zrzeszone w Toruńskim Przymierzu Protestanckim. Spotykamy się, aby wspólnie upamiętnić doniosłe(HA HA HA...!!!-) przemiany w dziejach Kościoła i świata(???) zapoczątkowane symbolicznie przez wydarzenie, jakim było ogłoszenie przez Marcina Lutra, 31 października 1517 roku, 95 tez wzywających do odnowy chrześcijaństwa.

Zawsze lekko uśmiecham się gdy słyszę o tym wydarzeniu. Drzwi Kościoła w Wittenberdze są...żelazne. Już widzę arcyheretyka Lutra którzy przybija do tychże drzwi swoje tezy. Cóż- podobno można.. :D W każdym razie życzę powodzenia.

















 Nie mniej jednak trzeba przyznać że w historii Torunia herezja protestancka na trwałe wgryzła się w historię miasta. Świadczą o tym choćby pobielałe ściany staromiejskich świątyń, nekropolia szwedzkiej księżniczki Anny Wazówny, czy też liczne epitafia w Kościele Mariackim pochodzące z okresu gdy był pod władzą gminy luterańskiej. Także Kościoły noszące dziś wezwanie św. Ducha, św. Katarzyny czy też św. Jerzego były budowane jako zbory heretyckie. Nie można temu zaprzeczyć.Jedynie Kościół czarnych braci - Dominikańska świątynia św. Mikołaja ostała się herezji i...dziś leży w gruzach. Niemy świadek historii.
 Trzeba jednakże nadmienić że Toruń był też miejscem sprawiedliwości dziejowej.
Mam tu na myśli sławny w całej Europie Tumult Toruński .











           Mianem tym określa się krwawe ekscesy na tle religijnym między mieszkańcami Torunia katolikami a protestantami, mające miejsce 16 i 17 VII. 1724 r. i dalekosiężne ich skutki.
16 lipca, w trakcie procesji ku czci Matki Boskiej Szkaplerznej, odbywającej się na cmentarzu przy protestanckim wtedy Kościele św. Jakuba, uczeń luterańskiego Gimnazjum Akademickiego nie zdjął czapki przed Najświętszym Sakramentem. Ktoś zrzucił mu więc nakrycie głowy, ktoś inny uderzył. Doszło do bójki między uczniami gimnazjum i słuchaczami katolickiego kolegium jezuickiego. Katolicy ujęli dwóch luteran, uczestników bójki. Po mieście szybko rozeszła się plotka, że trzymają chłopców w podziemiach kolegium. Wzburzeni mieszczanie wdarli się więc do szkoły Jezuitów i zdemolowali ją, a przy okazji sprofanowali miejscową kaplicę. Wyniesione figury i księgi tłum spalił na ulicy. Jezuici poskarżyli się biskupowi, ten doniósł o sprawie królowi.Specjalna komisja królewska, złożona wyłącznie z katolików, wskazała winnych zajść - samych luteran. Czternastu z nich sąd skazał na śmierć, dziesiątkę ścięto w Toruniu. Burmistrza miasta, Johanna Gottfrieda Rösnera, dzięki wstawiennictwu możnych przyjaciół, ścięto na zamkniętym dziedzińcu Ratusza Staromiejskiego, by nie czynić gawiedzi okazji do uciechy. Na pozostałych egzekucje wykonano publicznie na Rynku Staromiejskim. Przed śmiercią kat obcinał im dłonie, którymi profanowali kaplicę, rozpruwał brzuchy, jednemu ze skazanych wyciął i pokazał zebranym „luterańskie serce”.

Tenże fakt dedykuję naszym braciom luteranom ku ich opamiętaniu i powrocie z herezji. Czas się nawrócić i nie świętować przybijania gwoździa w żelazne drzwi-  nie jest ciche, ani miłe...a spać każdy lubi. To tyle w kwestii ekumenizmu z mojej strony. :)

środa, 21 października 2009

Scholastyka odrodzona - czyli DYSPUTY NAVARRYJSKIE

Podobnie jak dla wielu dzisiejszych katolików Kościół zaczął się dopiero po zakończeniu Soboru Watykańskiego II, tak dla wielu torunian obecność nauki najwyższych lotów w grodzie Kopernika zaczyna się od powstania Uniwersytetu Mikołaja Kopernika. Oba stwierdzenia są oczywiście błędne u podstaw.













Toruń, już u zarania swoich dziejów, miał w swych murach uczonych którzy wykształcili się w najlepszych uniwersytetach średniowiecznej Europy . Szkoła przy Farze Świętych Janów dała miastu wielu wybitnych uczonych od Kopernika poczynając. Ponad to należy przypomnieć Collegium Jezuickie kształcące katolickich obywateli w okresie gdy Toruń znajdował się w strefie wpływów herezji protestanckiej.

Kościół kształcił; pedagogika współczesnego świata zaledwie instruuje- jak pisał N.G. Davila
I ma rację gdyż dziś Uniwersytet zmienia się nie tyle w kopalnie wiedzy co po prostu w drukarnię, w której jedna osoba przekopiowuje to co inna zebrała z kserówek pozostawionych przez poprzednika. Profesorowie coraz częściej nie są krzewicielami wiedzy, co po prostu etatowymi pracownikami zatrudnionymi często na kilku etatach. Wiedza umiera w świecie który na lewo i prawo rozdaje dyplomy. Także niestety w naszym mieście.
Ale trzeba podkreślić, że w Toruniu nigdy nie brakowało uważnych słuchaczy. Takich którzy potrafią słuchać ze zrozumieniem i krytycznie spojrzeć na temat. Słuchać- i zdobywać wiedzę. Szkoda że w mieście naszym mało jest miejsc dla dyskusji katolickiej- to znaczy refleksji nad wiarą. Może brakuje po prostu impulsu by stworzyć katolickie środowisko. Prawdziwie katolickie.
Jednym z najnowszych cykli które z pewnością zgromadzą wielu słuchaczy jest projekt ,,Dysputy Navarryjskie"

Dysputy Navarryjskie nawiązują do źródeł narodzin uniwersytetu, kiedy to w wiekach średnich na wykładowcach spoczywał obowiązek przeprowadzania w roku akademickim dyskusji - debat prywatnych i publicznych na wybrany przez niego lub zaproponowany przez słuchaczy temat.
Inicjatorem całości tego wydarzenia jest Pan Profesor Angel Jose Gomez Montoro - Rektor Uniwersytetu Navarry, który objął patronatem honorowym całość przedsięwzięcia i wyraża gotowość do wzięcia osobiście udziału w jednym z wykładów, a także Angel Tellechea Goyena - Konsul Honorowy Rzeczypospolitej Polskiej w Pamplonie, ks. dr Piotr Roszak ze Stowarzyszenia Absolwentów Uniwersytetu w Navarrze, Piotr Paweł Orłowski mecenas kontaktów hiszpańsko-polskich w regionie kujawsko-pomorskim oraz Sławomir Sędziak z firmy „Conventio” organizator konferencji i wydarzeń związanych ze współpracą i promocją hiszpańsko - polską.
W ramach Dysput Navarryjskich są zapraszani pracownicy naukowi, profesorowie różnych dziedzin Uniwersytetu w Navarrze. Wykłady obejmują sferę zagadnień dotyczących nauk ścisłych jak i nauk przyrodniczych zajmujących się człowiekiem i jego wytworami kulturowo-duchowymi. Poprzez pryzmat historii, antropologii kulturowej, filozofii, nauk społeczno-ekonomicznych, zajmujących się społeczeństwem, jego organizacją i zmianami, chcemy zapytać o problem prawdy w paradygmacie naukowym.
Profesorowie z Uniwersytetu w Navarze będą publicznie zmagali się z problemem poszukiwania i odkrywania prawdy w ich pracy badawczej poprzez dzielenie się swoimi doświadczeniami, które mają sprowokować odbiorców do dyskusji i polemik naukowych.
Wykłady będą odbywały się od października 2009 roku do czerwca 2010 roku. Mają one charakter otwarty i będą skierowane do pracowników naukowych wyższych uczelni województwa kujawsko-pomorskiego, studentów i inteligencji nie zajmującej się pracą naukową.
W swoim założeniu Dysputy Navarryjskie mają bardzo szeroki kontekst, tak aby stanowiły ważne wydarzenie naukowe i kulturalne.

Gościem pierwszego spotkania 27.10.2009 godzina 19.00 w Sali Wielkiej Dworu Artusa będzie Prof. Jesus Tanco Lerga którzy wygłosi wykład pt:
"W obliczu kryzysu dziennikarstwa tradycyjnego: poszukiwanie i przekaz prawdy jako wymogi dobrej informacji"

Prelegent to doktor nauk informacyjnych na Uniwersytecie Navaryjskim; wicedyrektor wydziału oświaty rządu Navarry 1979-81; turystyki i kultury 1981-83; pracownik Archiwum Administracyjnego Rządu Navarry między 1983 a 2005, następnie rozpoczyna trwającą do dziś pracę na Uniwersytecie Navaryjskim jako odpowiedzialny za relacje zewnętrzne, wewnątrz Wicerektoratu ds. Komunikacji instytucjonalnej; profesor wydziału komunikacji. Autor wielu książek i publikacji poświęconych historii Navarry; jej kultury, a także fenomenu Camino de Santiago; współautor Encyklopedii Navarry. Był przewodniczącym Stowarzyszenia Dziennikarzy Navarry oraz Stowarzyszenia Przyjaciół Camino de Santiago w Navarze, które założył i do dzisiejszego dnia jest w zarządzie. Był członkiem zarządu głównego Centralnych Obchodów Roku Jubileuszowego Jakubowego w 1999 roku oraz Starszym Bratem Powszechnego Arcybractwa Apostoła Jakuba; członek komitetu redakcyjnego pisma JAKUBUS, przez 20 lat redaktor naczelny czasopisma „Estafeta Jacobea” i przewodniczący Genralnego Kongresu Jakubowego przeżywanego w 1996 roku w Pampelunie. Udziela wielu konferencji poświęconych sposobom promocji Szlaku św. Jakuba m.in. w Belgii, Włoszech oraz wielu miastach Hiszpanii (Madryt, Walencja, Saragossa, Tarragona, Oviedo etc.).

Msza Święta w Rycie Mozarabskim w Toruniu

Już w ten poniedziałek 26 października 2009 roku o godzinie 18 w Kościele pw. Św. Jakuba Ap. odprawiona zastanie Msza Święta w Rycie Mozarabskim. Jest to jeden ze starożytnych rytów Kościoła który nie został zamazany przez reformę Trydencką, która to jak wiemy utrzymała starożytne ryty takie jak choćby gallikański.
Ryt Mozarabski jest rytem właściwym dla Hiszpanii. W czasie najazdu Arabskich hord na dzisiejszą Hiszpanię do Mszy Świętej włączono niektóre elementy właściwe kulturze arabskiej, nienaruszająca jednak kanonu Mszy.
Zapraszam do uczestnictwa i jednocześnie zapraszam do pobrania(-> rytu Mszy <-) i pełnego w niej uczestnictwa.

Tu można pobrać ryt w języku łacińskim ze strony Sancta Missa

sobota, 10 października 2009

Za KNO: Cza Qrwa grać na Dzień Papieski!

Program tegorocznego Dnia Papieskiego w Toruniu

* 17.00 - uroczysta Msza św. w kościele oo. Jezuitów pw. Świętego Ducha na Rynku Staromiejskim,
* 17.45 - przejście pod pomnik Jana Pawła II (przy katedrze), złożenie kwiatów i lampionów (będą wręczane przy wejściu do kościoła),
* 18.15 - na Rynku Nowomiejskim: przedstawienie działalności stypendialnej i pracy Caritas w odniesieniu do nauki Papieża; 3 utwory w wykonaniu Promisji (w tym utwór Marka Grechuty); happening w wykonaniu uczniów Gimnazjum nr 3; koncert w wykonaniu gwiazdy wieczoru - zespół CzaQu.

Organizatorem Dnia Papieskiego w naszym mieście jest Caritas Diecezji Toruńskiej. Celem podejmowanej po raz kolejny inicjatywy jest zmotywowanie mieszkańców diecezji toruńskiej do refleksji zainspirowanej postacią i nauką Sługi Bożego Jana Pawła II oraz do przemiany codziennych zachowań, szczególnie wśród młodych.


Zmotywowani do refleksji nie wiedzieliśmy, kto zacz ten cały CzaQu, na szczęscie przy pomocy guglownicy znaleźliśmy jeden z ich utworów, przy okazji manifest "programowy" objaśniający, skąd się wzięła nazwa zespołu. Jak widać (i słychać), zespół CzaQu czerpie pełnymi garściami z nauczania Jana Pawła II. Organizatorzy (Toruńska Caritas) w tym roku zapewnili młodzieży sporą dawkę KUltury. KUltury przez duże KU.



Na oficjalnej stronie zespołu czytamy:

Grupa CZAQU została doceniona podczas Festiwalu Toruńskich Gwiazd zdobywając tytuł Zespołu Roku 2009. Jest to dla nas o tyle ważne, ponieważ nagroda jest wynikiem głosowania naszych słuchaczy. Po raz kolejny dostaliśmy sygnał, że to co robimy ma sens i dużo znaczy dla ludzi, których spotykamy na naszych koncertach. Wielkie Dzięki!!!! czaqurwa GRAĆ

za: Kronika Nowus Ordo
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

a do tego polecam komentarze w tym temacie z  Forum Frondy


 

piątek, 9 października 2009

Biskup.... Próba refleksji. Próba zgody.

Ogarnęła mnie wczoraj dziwna refleksja. Posłuszeństwo mojemu Pasterzowi jest dla mnie sprawą nadrzędną i nigdy nie kwestionowaną. Dlatego też poniższy tekst ma charakter luźnej refleksji, a w żaden sposób krytyki bądź negacji autorytetu Biskupa.















Wczoraj Toruń nadał J.E. x.bp. dr Andrzejowi Suskiemu tytuł Honorowego Obywatela Miasta Torunia. Ordynariusz Toruński dołączył do zaszczytnego grona obywateli miasta.
Biskup z pewnością jest osobą o wysokim autorytecie moralnym, a 17 lat jego posługi pasterskiej dla miasta jest bardzo ważne- diecezja rozwija się.

Jednak czy dziś biskup jest... no właśnie...KIM JEST BISKUP?? Biskup,Episcopus,ἐπίσκοπος....nadzorca,opiekun,pasterz.

Jak pisze święty Paweł ,,Jeśli ktoś dąży do biskupstwa, pożąda dobrego zadania. Biskup więc powinien być nienaganny, mąż jednej żony, trzeźwy, rozsądny, przyzwoity, gościnny, sposobny do nauczania, nieprzebierający miary w piciu wina, nieskłonny do bicia, ale opanowany, niekłótliwy, niechciwy na grosz, dobrze rządzący własnym domem, trzymający dzieci w uległości, z całą godnością. Jeśli ktoś bowiem nie umie stanąć na czele własnego domu, jakżeż będzie się troszczył o Kościół Boży?(1 Tm 3.1-5)

Diecezja toruńska powstała niedawno- w 1992 roku. Jednak nie raz była to ziemia naznaczona obecnością Następców Apostołów. Także biskupów tułaczy. Mam tu na myśli pochowanego w Kościele pw. świętego Jakuba J.E. Adolfa Piotra Szelążka.

Osoba x.bp. Szelążka jest bardzo ciekawa i zaczyna się podobnie jak obecnego ordynariusza toruńskiego- albowiem obaj byli biskupami pomocniczymi w Katedrze Płockiej. Biskup Szelążek dodatkowo otrzymał stolicę tytularną Barca 24 listopada 1918, zaraz po odzyskaniu przez Polskę Niepodległości. 14 grudnia 1925 przeniesiony został na stolicę biskupią w Łucku, ingres do katedry odbył 24 lutego 1926. Został mianowany także radcą rzymskiej Kongregacji Kościołów Wschodnich. Diecezja Łucka została oddana szczególnej opiece św.Teresy od Dzieciątka Jezus. Podobnie jak leżące na terenie diecezji toruńskiej Górzno.
Przełomową i tragiczną cezurę w posłudze pasterskiej Adolfa Piotra Szelążka stanowi wybuch II wojny światowej. Po wkroczeniu dnia 17 IX 1939 w granice toczącej walkę z najeźdźcę niemieckim Polski wojsk sowieckich i zajęciu przez nie również Łucka, tamtejszy ordynariusz pozbawiony został swobody sprawowania swego urzędu, jak też eksmitowany z zajmowanej dotychczas rezydencji. Zamieszkać musiał w niedużym mieszkaniu, narażony na niewygody fizyczne i stale odtąd szykanowany. Wielu duchownych aresztowano i osadzono w więzieniach lub łagrach. Wobec śmierci już 11 V 1940 dotychczasowego sufragana łuckiego, 54-letniego Stefana Walczykiewicza, po ustaniu rządów sowieckich podjął biskup Szelążek starania o nominację jego następcy. Dopiero jednak dnia 31 I 1944 przekazana została z Watykanu do nuncjusza apostolskiego w Berlinie poufna informacja o powołaniu na biskupa pomocniczego (a w razie konieczności – administratora apostolskiego) dla Łucka dotychczasowego sufragana przemyskiego, 69-letniego Wojciecha Tomakę (dożyć miał on wieku 92 lat!), Objęcie przezeń nowej funkcji nie było już jednak możliwe, gdyż na wiosnę 1944 r. tereny diecezji łuckiej na powrót znalazły się pod rządami Sowietów. Po zajęciu Łucka nakazali oni ordynariuszowi opuścić ziemie biskupstwa i udać się za Bug, który stanowić miał nową granicę wschodnią państwa polskiego. Biskup Szelążek odmówił jednak podporządkowania się tej bezprawnej decyzji i pozostał na miejscu, co spowodowano jego aresztowanie w nocy z 3 na 4 I 1945. Po kilkunastodniowym śledztwie, przeprowadzonym na miejscu (tj. w Łucku), pasterz diecezji przewieziony został wpierw do Kowla, a następnie do Kijowa, gdzie umieszczono go w więzieniu Ministerstwa Bezpieczeństwa. Akta jego sprawy odesłano tymczasem wprost do Moskwy. W więziennych murach przyszło sędziwemu biskupowi obchodzić 30 VII 1945 swoje osiemdziesiąte urodziny, w następnych wszakże miesiącach dał o sobie znać poważny regres w stanie jego zdrowia.Gdy Ks. Bp otrzymywał paczkę żywnościową dzielił ją na 2 części. Jedną zostawiał dla siebie i księży, drugą dzielił pomiędzy tych, którzy nigdy nic nie otrzymywali. Trwały tymczasem usilne zabiegi Stolicy Apostolskiej, podejmowane za pośrednictwem dyplomacji amerykańskiej o uwolnienie łuckiego pasterza, zakończone pomyślnym rezultatem. Sam zainteresowany powiadomiony został o mającym nastąpić zwolnieniu dnia 24 IV 1946, niemniej wypuszczono go z więzienia dopiero 15 V 1946.
Nie dana została biskupowi Szelążkowi możliwość powrotu do swej diecezji, lecz odstawiony on został pod eskortą bezpośrednio do nowej granicy polskiej na Bugu. Z Kijowa przewieziono go mianowicie koleją do Lwowa, a stamtąd dalej do Przemyśla. Tu też powiadomiono wygnańca, iż o udzielenie mu gościny zabiegał najsilniej ordynariusz kielecki Czesław Kaczmarek, przed swym wyniesieniem na biskupstwo kapłan diecezji płockiej (wyświęcony w r. 1922). Biskup Szelążek zaproszenie swego niegdysiejszego wychowanka przyjął i udał się koleją do Kielc (droga wiodła przez Kraków). W podróży tej stale towarzyszyli mu od granicy funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa. Do miejsca swego tymczasowego przeznaczenia dotarł Adolf Piotr Szelążek 19 V 1946. Mimo gościnności biskupa Kaczmarka nie zabawia jednak długo w Kielcach, lecz już 6 VIII 1946. wyjechał do Warszawy. Widok ruin zburzonej przez Niemców stolicy stał się przyczyną zawału, jaki sędziwy ordynariusz łucki wówczas przeszedł. Po kilkudniowym pobycie w szpitalu biskup-wygnaniec wyruszył 18 VIII 1946 dalej na północ – do diecezji chełmińskiej. Wiązało się to z doprowadzonymi do pomyślnego skutku zabiegami jego kanclerza z Łucka, kanonika Jana Szycha, pracującego od momentu repatriacji w Toruniu na posadzie kapelana szpitala epidemicznego (niebawem wszakże został proboszczem miejscowej parafii św. Jakuba), o oddanie wygnanemu pasterzowi na rezydencję należącego do biskupów chełmińskich pokrzyżackiego Zamku w Bierzgłowie. Wobec zgody ordynariusza z Pelplina Kazimierza Józefa Kowalskiego, Adolf Piotr Szelążek sprowadził się 20 VIII 1946 do podtoruńskiego Bierzgłowa, gdzie spędzić miał ostatnie cztery i pół roku życia, oddając się w tym okresie w szczególności pracy naukowej. Tu powstała m.in. opublikowana w r. 1947 w Toruniu praca „Podstawy dotacji duchowieństwa katolickiego w Polsce w okresie przedkonkordatowym”, jak i jego opus magnum – „Moralne odrodzenie świata”, wydane dopiero w r. 1979 w Mannheim w opracowaniu ks. Juliusza Janusza (+ 1978), kanonika honorowego kapituł łuckiej i warszawskiej, przed II wojna światową proboszcza parafii Potasznia w powiecie kostopolskim.
Zmarł Adolf Piotr Szelążek na Zamku Bierzgłowskim 9 II 1950 (około południa) w wieku 85 lat. Uroczystości pogrzebowe biskupa-wygnańca, którym przewodniczył nowy prymas Stefan Wyszyński, odbyły się 13 II 1950. w toruńskim kościele św. Jakuba, w podziemiach którego znalazł on wieczny spoczynek i gdzie w kilka lat później umieszczona została okolicznościowa płyta epitafijna.

Biskup, pasterz, opiekun, wygnaniec. Los biskupa..wielu biskupów przed Nim, wielu biskupów po Nim. Biskup dzielić winien losy swoich owiec. Wzięty z ludu i dla ludu ustanowiony. Biskup.. Sługa Kościoła. Obywatel...sługa państwa. Choć tylko honorowy.