sobota, 23 stycznia 2010

Ogniem i Mieczem heretyków- czyli jedność w Trylogii Sienkiewicza













Słów kilka o tym jak mówi Sienkiewicz w  Trylogii o protestantach.Tak na zakończenie wiadomego tygodnia proponuję.:
Powiedzmy najpierw, że dla naszych rycerzy protestantyzm i wszystko co się z nim łączy jest „paskudne". Miecznik cieszy się że proponowany ślub Oleńki z księciem Bogusławem ma dawać ksiądz katolicki, a nie „jakiś paskudnik" co w kontekście może oznaczać tylko pastora kalwińskiego. Roch Kowalski, choć jest jeńcem króla szwedzkiego, zapytany dlaczego będzie przeciw niemu walczył, odpowiada mu w twarz: „Bo wiara paskudna". Zagłoba uzasadnia swoją propozycję wysłania deputacji do kalwina Firleja z żądaniem by się nawrócił, tym że on „żyje w sprośnych błędach, niebu obrzydłych".
Bo też wiara protestancka nie jest autentycznym chrześcijaństwem. Według Zagłoby w zborze helweckim „co niedziela Bogu bluźnią "Heretycy „symulują że w Pana Jezusa wierzą, a w rzeczy samej do miesiąca jako psy wyją i na tym ich cała wiara polega, ale to pewna, że takie psalmy i psi śpiewają". Ksiądz Kordecki mówi o Szwedach jako „w ciemnościach brodzących" i zapewnia, że nie będzie „kalwiński zabobon guseł swoich odprawiać w tym przybytku". U Kurpiów mówiono, że przybył lud nie wierzący w Chrystusa Pana i Najświętszą Pannę ani we wszystkich świętych".
Heretycy są w szczególności nieprzyjaciółmi Matki Boskiej. Kmicic modli się „Ty Panienko Najświętsza przez heretyków w tej ojczyźnie insultowana". Zagłoba oświadcza, że „klęski, które na ojczyznę naszą spadły... w pierwszym rzędzie z przyczyny heretyków, coraz śmielej prawdziwej wierze bluźniących z ujmą Przenajświętszej Patronki naszej". Kmicic nie może wytrzymać gdy szwedzki żołnierz „przeciw Najświętszej Pani bluźni".
Co gorsze, protestanci podejrzani są o stosunki z szatanem. Częstochowska żebraczka Konstancja śpiewa „pieśń pobożną" »Próżno przegrażasz mi husycie srogi. Próżno diabelskie wzywasz w pomoc rogi«". Radziwiłłowie „jako heretycy łacno podszeptów nieprzyjaciela rodu ludzkiego usłuchali". Wskutek tego przynajmniej według Zagłoby, „za kalwińskim stołem snadnie coś nieczystego w potrawach połknąć może ... jadła a szczególnie zupy trzeba się wystrzegać".
Wreszcie ciążą na nich podejrzenia polityczne. Na wzmiankę Skrzetuskiego o Cromwellu, który zdradził swojego króla, Zagłoba mówi: „Ba! Kromwel! Kromwel heretyk!". „Nie tylko sprzedawczykowie zaprzali, ale co gorzej heretycy ... gdzie Szwed nie trafi, tam heretycy go doprowadzą". „W Wielkopolsce lutrów co niemiara, toteż się ze Szwedami zaraz powąchali".
Heretycy są więc nieprzyjaciółmi Bożymi, których zwalczać, których krew rozlewać jest świętym obowiązkiem. Oto dwie modlitwy Kmicica w tej sprawie: „Boże! Boże! Pomnij że: on (Bogusław) i Twój nieprzyjaciel, bo heretyk, któren nieraz prawdziwej Twej wierze bluźni". Po drodze „modlił się ze wszystkich sił duszy »Nie za moją krzywdę, daj mi się, Chryste pomścić, ale za insulty ojczyźnie wyrządzone. Jam grzesznik, jam łaski Twej nie godzien ale zmiłuj się nade mną pozwól mi tę krew heretycką rozlać«". Toteż Kmicic nie ma najmniejszych skrupułów, gdy jego Tatarzy mordują heretyków w Prusach Książęcych - odmawia spokojnie różaniec. Ufa nawet, że Bóg mu odpuści parę lat czyśćca za nakazanie tych mordów.
Istnieją co prawda dla heretyków pewne okoliczności łagodzące; taką okolicznością jest fakt, że dany heretyk urodził się w rodzinie protestanckiej; „Kalwin książę (Janusz Radziwiłł) jest, ale przecie wiary prawdziwej dla błędów nie porzucił, jeno się w niej urodził". Nawet Zagłoba zdaje się widzieć dobrą stronę w tym samym księciu: „Polityczny to pan, książę, że tak księdza biskupa (Parczewskiego) honoruje ... Dałby Bóg, żeby to był pierwszy krok do nawrócenia”. Tyle modlitwy i wyrażane w nich uczucia.

W tych warunkach można by było oczekiwać czynnej nietolerancji względem protestantów. W rzeczy samej jeden z nich wypowiada obawę, że katolicy polscy „przeciw dysydentom się zwrócą, naszym bowiem wyznawcom całą winę tej wojny przypisują". Gdy pytamy jednak jaki wpływ te uczucia miały na praktykę stosunków z protestantami, wypada zdaje się odróżnić notorycznego warchoła Zagłobę od ludzi odpowiedzialnych i poważnych rycerzy.
Zagłobie nie brak chęci czynnego gnębienia dysydentów. Znajdujemy dwa jego wystąpienia tego rodzaju. Jedno w Ogniem i mieczem, dotyczy niejakiego Firleja „Piorun huknął w chorągiew ... Firleja ... Poczytano to za zły omen i za widomy znak gniewu bożego, tym bardziej, że pan Firlej był kalwinem. Zagłoba proponował by wysłać do niego deputację z żądaniem aby się nawrócił gdyż „nie może być błogosławieństwa bożego dla wojska, którego wódz żyje w sprośnych błędach niebu obrzydłych". Dowiadujemy się dalej, że „wielu podzielało to mniemanie i tylko powaga osoby kasztelańskiej i buławy wstrzymała wysłanie deputacji".
Drugie oświadczenie daje Zagłoba w Białymstoku, w czasie gdy jest regimentarzem. Zamierzał wówczas wystąpić czynnie przeciw heretykom: ,Klęski, które na ojczyznę naszą spadły ... (przyszły) w pierwszym rzędzie z przyczyny heretyków , coraz śmielej prawdziwej wierze bluźniących z ujmą dla Przenajświętszej Patronki naszej ... przeto dla zyskania na początek błogosławieństwa bożego, dla naszej imprezy, wyda się uniwersał, aby kto w błędach żyje we trzech dniach się nawrócił, a tym którzy tego nie uczynią, majętności mają być na wojsko skonfiskowane" a reakcja raz jeszcze jest pozytywna „Rycerze spoglądali na siebie ze zdumieniem nie przypuszczali aby pan Zagłoba był takim statystą". Tym razem przybycie Sapiehy i przejęcie przez niego dowództwa przeszkodziło urzeczywistnieniu pobożnego zamiaru.
Dużo ważniejsze od tych zagłobowych wybryków są zapewne postawa i postępowanie w tej sprawie Kmicica, który w odnośnym okresie nie jest bynajmniej warchołem, lecz prawym, bogobojnym rycerzem. Przytoczyliśmy już powyżej tekst jego modlitwy, w której prosi o możliwość pomszczenia na heretykach „insultów" Matki Boskiej . Najbardziej charakterystyczny jest jednak tekst mówiący o jego wieczornej modlitwie w czasie zagonu na Prusy Książęce. Jego Tatarzy otrzymali wolną rękę - palą rabują i mordują. Kmicic modli się i wieczorem przy blasku palących się osad i „choć własnych rąk we krwi bezbronnych nie walał, przecie patrzył z zadowoleniem na płynącą: Sumienie nic mu nie wyrzucało, bo była to krew niepolska i w dodatku heretycka, więc nawet sądził, że miłą rzecz Bogu, a zwłaszcza świętym pańskim czynił ... Dlatego spokojnie odmawiał różaniec przy blasku palących się osad niemieckich, a gdy krzyki mordowanych zmyliły mu rachunek, tedy zaczynał od początku, aby duszy grzechem niedbalstwa w służbie bożej nie obciążyć" i ufa „że za to, com tu w Prusach dokazywał choć parę lat czyśćca będzie mi odpuszczonych".
Niemniej ludzie odpowiedzialni, tak w powyżej cytowanych wypadkach Czarniecki i Sapieha, są przeciwni prześladowaniu heretyków w Rzplitej, tak dalece, że przy¬najmniej w Potopie kalwini cieszą się zupełnym bezpieczeństwem. Wynika to m.in z opisu ich „stolicy", Kiejdan, z drukarnią „gdzie drukują ich książki" itp. Dysydenci prowadzą spokojne życie obok katolików. Janusz Radziwiłł, Kalwin, jest hetmanem wielkim litewskim a jego brat Bogusław bierze spokojnie udział w elekcji króla. Nienawiść do heretyków wyżywa się w słowach i w walce ze Szwedami.

(o. Józef I. Maria Bocheński OP, Religia w Trylogii,Antyk, Komorów 2009, s.94-98.

czwartek, 31 grudnia 2009

Z powinszowaniem Nowego Roku



By w tym 2010 roku walczyć zobaczyć wszystko na nowo, by odnaleźć to co zagubiło się w tym roku.
By Msza Trydencka zagościła w każdym kościele i kaplicy, by Ojciec Święty, Kardynałowie i Biskupi dalej prowadzili swoje owce ku prawdzie, Kościół wywalczył wolność i swoje dawne przywileje, a Ojczyzna rosła w siłę i moc.
Miastu memu życzę tego by odnalazło na nowo swoją tożsamość wyrosłą w 777 letniej historii, przeplatanej tak pokojem, jak i wojnami. By w tym Nowym Roku wszystko działo się tak, by nie wstydzić się straconego czasu. I by nie powiększać cmentarzy..

W II wieku św. Justyn Męczennik mówił specjalnie, że nie za panowania chrześcijan ustaną prześladowania Kościoła: „Prześladowania będą trwały tak długo, dopóki nie przyjdzie Pan i wszystkich nie oswobodzi".
Tak spełni się przepowiednia dawnych czcigodnych Ojców o czasach ostatecznych: „Naszej sprawy nie będą znali ci ludzie, ale przyjdzie na nich pokusa i będą wierni w tym kuszeniu, okażą się lepsi od nas i naszych ojców". Postu i modlitwy pierwszych chrześcijańskich pokutników nie mogą już naśladować chrześcijanie czasów ostatecznych. I wszyscy ci nieposzczący niemodlący się, nie asceci, według tego, co przewidzieli dawni chrześcijanie, będą obleczeni w Królestwie Niebieskim wieńcami większymi niż mnisi z innych czasów, jeśli po prostu obronią Wiarę i nie sprofanują duszy idolami. Biblia kończy się Apokalipsą, a Apokalipsa, znajdując się na końcu ludzkiej historii, pokazuje nie Królestwo Boże (tutaj na ziemi: w życiu, w polityce, w kulturze, w stosunkach międzyludzkich), ale królestwo antychrysta.
Chrystus, mówiąc o znakach swojego Drugiego Przyjścia, o znakach końca historii i końca świata, znajduje dla apostołów tylko jedną naukę: tak, będzie ciężko, ale cieszcie się, że to koniec. To już niedługo.
To, czego oczekuje się od chrześcijan w „erze Wodnika" - to po prostu wytrwać. Wbrew wszystkiemu nie zaprzeć się Chrystusa słowem, uczynkiem, myślą i nie uczestniczyć w okrutnych igrzyskach. Męczennik to nie tylko ten, który idzie na szafot. Jeśli chrześcijanin ma raka i lekarze są bezsilni, ale krewni przekonują go, że powinien udać się do „potrząsającego uzdrowiciela", to w przypadku odmowy przyjmie on wieniec męczeństwa. Jeśli dyrektor fabryki zapala się do scjentologii i nakazuje rano wszystkim medytować, odejście z takiej pracy - to także wyznawanie Chrystusa. Kiedy na wszystkich kanałach Eurowizji będą pokazywać „obcych" przynoszących ogień z nieba i mówiących o Ewangelii, a chrześcijanin będzie uparcie powtarzać w swoim sercu „Symbol Wiary" - to także będzie świadectwem. Jeśli krisznaita z uśmiechem ofiarowuje chrześcijaninowi na ulicy pierogi (czyli pokarm wcześniej przyniesiony jako ofiara dla Kriszny), a ten znajdzie w sobie siłę by wbrew powszechnemu oburzeniu odmówić takiego poczęstunku- ofiary dla idola także będzie to znakiem sprzeciwu wobec władców tego świata. Nie wiemy, w jaki sposób dokonają się wydarzenia Apokalipsy. „Rozumiejąc ich autentyczny sens, nie wiemy jak będą się realizowały, ale wierzymy że to, co się urzeczywistni, będzie miało dokładnie ten a nie inny sens. Mówiąc innymi słowy, wyrokować o tym, jak powinno spełnić się proroctwo, można dopiero po nastąpieniu wydarzenia, które przewidziano. W pełni osądzić proroctwo można dopiero po jego spełnieniu. Ktoś może zapytać: po co zatem istnieje proroctwo? Otóż istnieje ono po to, aby ustanowić sens przyszłych wydarzeń, a nie ich fakty. Właśnie dlatego wszystkie interpretacje muszą ograniczyć się tylko do ustalenia sensu wydarzeń, a nie ich faktycznego przebiegu. I to jest proroctwo, a nie astronomiczne wyliczenie zaćmienia". Pogaństwo jeszcze wyda ostatni bój Kościołowi Chrystusa. To my przegramy. Ale nie Chrystus. On „będzie królował żywym i umarłym, a Królestwu Jego nie będzie końca". I ten, kto nie odżegna się od Niego w mrokach dni ostatecznych, ujrzy Nowe Niebo i Nową Ziemię.
(FR 28 s.106-108)

sobota, 26 grudnia 2009

Nie było dla Jezuska miejsca w...STAJENCE

Jeden z moich przyjaciół zawsze mówił, że na Boże Narodzenie zawsze muszą dziać się ,,cuda". No i w moim rodzinnym mieście cud się PODOBNO ZDARZYŁ. A tym cudem było to, że dla Pana Jezusa..a w zasadzie dla jego figurki, zabrakło miejsca w miejskiej stajence, gdyż była ona przygotowana na inną,lepszą figurkę....; ale do rzeczy:

Z racji tego, iż władze miasta po raz wtóry sztucznie, na siłę, promują Rynek Nowomiejski(urządzając na tym miejscu co tylko się da- od jarmarków,przez lodowisko..a i tak mało to daje) na Rynku tym ustawiono miejską Szopkę Betlejemską. Wcześniej(jeszcze 2 lata temu) stała ona na częściej odwiedzanym przez Torunian Staromiejskim Rynku, blisko Katedry, skąd po pasterce Biskup przynosił Dzieciątko do szopki. Rok temu ( jak mniemam z racji remontu głównego traktu na starówce) Biskup nie przyniósł dzieciątka, natomiast zostało Ono przeniesione z Parafii Świętego Jakuba- która mieści się na Nowym Rynku.
W tym roku za to...

...Pasterka w Świątyni pw. św. Jakuba zaczęła się o 22. Po tym Księża i wierni, udali się z zamiarem położenia figurki Jezusa w żłobie. Jednak stojący czujnie na straży urzędnik miejski( z racji Świąt nie wymienię nazwiska- acz to jedna z ważniejszych osób w UM) nie pozwolił, by świętojakubskie dzieciątko złożyć w stajence, bo- jak uważał po Pasterce katedralnej-rozpoczętej o północy- zostanie przyniesione ,,lepsze" dzieciątko które Toruniowi ofiarował Papież Jan Paweł II ). Jednak jak się okazało..także w tym roku procesja z Katedry nie przyszła. Jak udało mi się usłyszeć o 2 w nocy Katedra była już zamknięta na 4 spusty.
No i całą noc podobno nie było w żłobku miejskiej szopki najważniejszego gościa. Rano w Boże Narodzenie do 9.30 także było puste miejsce na sianku..; Wieczorem natomiast już ,,pełna".

---------------------------------------------------------------------

Nie wiem, czy to zwykłe nieporozumienie, przypadek czy też celowe działanie. Wyszło jak wyszło. Szkoda tylko, że znów był i ,,zły gospodarz", i znów ,,nie było miejsca".. tylko lampy wystaw sklepowych, Aniołki i choinki przed urzędami świeciły tak samo..ot święto..wolne..zakupy..no i knajpy..otwierane zaraz po 23..
..a Bóg i tak się narodził- nawet jak nie było nigdzie dla Niego miejsca.

czwartek, 24 grudnia 2009

GAUDEAMUS- Boże Narodzenie 2009






































Natus et nobis 

Salvator Mundi! 

Gaudeamus!

Vobis in festum nativitatis Christi omnia quaeque optima gratulor et exopto similiter in Annum Novum MMX, Qui sit bonorum et gaudiorum verorum plenus feracissimus latinitatis.

In Christo Rege
Filip


Życzę wszystkim zdrowych i radosnych świąt Bożego Narodzenia - dużo radości i nadziei. Ufam mocno, że wszystkie smutki będą łatwiejsze do rozwiązania. Wytrwałości do pracy i sił które, pozwolą ją dobrze wykonać. Niech praca przynosi wam wszystkim owoce i radość.

Przepraszam za wszystkie niewłaściwe kroki z mojej strony i proszę pokornie o przebaczenie. Obym za rok nie musiał już przepraszać nikogo.

piątek, 18 grudnia 2009

BEATYFIKACJA...[dziś i jutro]...














Kiedyś to były czasy...
Niewątpliwie najważniejszym wydarzeniem tamtych czasów były uroczystości z okazji beatyfikacji Wincentego a Paulo. Beatyfikacja miała miejsce 14 czerwca 1729 r. w Rzymie. W Rzeczpospolitej w trzech najważniejszych misjonarskich ośrodkach: Warszawie, Chełmnie i Krakowie odbyły się uroczystości zaprowadzenia kultu założyciela Zgromadzenia. Uroczystości w domu warszawskim z udziałem nuncjusza i biskupów: płockiego Andrzeja Stanisława Załuskiego i włocławskiego Krzysztofa Antoniego Szembeka miały miejsce 14 lutego 1730 r. W Krakowie odbyły się w dniach od 5 do 7 czerwca 1730 r. Uroczystości chełmińskie, co zgodnie podkreślają wszyscy - najwspanialsze, zorganizowano w dniach od 7 do 9 maja 1730 r.,od niedzieli do wtorku. W przygotowanie oprawy uroczystości włączyli się nie tylko księża misjonarze ale i całe miasto. Rada pokryła m.in. koszty wykonania nowych lawet do 28 armatek wiwatowych, które ustawione w mieście bądź na okolicznych wzgórzach miały ogłosić. Wczesnym rankiem rozpoczęcie uroczystości. Wyjątkowo milczały w ów dzień dzwony kościelne i dopiero o dziewiątej rozległo się ich bicie, po czym z wieży farnej i ratuszowej popłynął koncert, instrumentalny w wykonaniu 38 artystów. Koncerty takie miały miejsce dwa razy dziennie, przez wszystkie dni obchodów. Literalnie, całe miasto było przystrojone z tej okazji iluminowano wieże w mieście. Wieżę farną ozdabiała ogromna, świetlista korona z napisem: Beato Vincentio a Paulo fundatori Congregationis Missionis et Sororum Charitatis.
Na wieży Ratusza zawieszono cztery herby: biskupa ordynariusza Feliksa Kretkowskiego i koadiutora Tomasza Czapskiego, kapituły chełmińskiej i Chełmna. Ale przede wszystkim było przyozdobione wnętrze kościoła farnego. Na iluminację wszystkich 19 ołtarzy bocznych odpowiednie sumy wyasygnował biskup Kretkowski. W ołtarzu wielkim umieszczono obraz podtrzymywany Przez dwa anioły ,,lśniące od Złota”, z wizerunkiem błogosławionego. Obraz wykonano w Gdańsku. Przedstawiał on Wincentego a Paulo w nimbie świętości, wiedzionego przez anioły przed tron Trójcy Przenajświętszej. Wnętrze świątyni przyozdabiały gobeliny tkane złotą i srebrną nicią. Ambonę przetkano kosztowną jedwabną materią. Posadzki wyłożono dywanami. Uroczystość samą uświetnili swoją obecnością obaj biskupi, senatorzy Prus Królewskich, okoliczna szlachta oraz wojsko królewskie Szacowano że na triduum obchodów przybyło aż 20 tys. ludzi. Ceremonie religijne odbyły się od sumy celebrowanej przez biskupa Kretkowskiego, w trakcie której podniosłe kazanie wygłosił i papieskie breve beatyfikacyjne odczytał superior Mroczek. Po odśpiewaniu Te Deum laudamus ponownie dało się słyszeć salwy armatnie. Dzień zakończyły uroczyste nieszpory i procesja wokół kościoła. Następnego dnia o świcie odprawiono 20 mszy jednocześnie przy wszystkich ołtarzach kościoła farnego. Sumę celebrował koadiutor Czapski, a kazanie wygłosił kanonik Tomasz Adempski, absolwent seminarium Chełmińskiego. Dzień zakończyły ponowne uroczyste nieszpory i procesja wokół kościoła farnego. W trakcie wszystkich uroczystości oprawę muzyczną zapewniały trzy chóry które wykonywały pieśni polichóralne przy wtórze organów. Jednym z punktów był pokaz sztucznych ogni, który zorganizowano poza miastem. Pokazy tych ogni, dostarczonych z Gdańska, trwały aż do 2 w nocy.
Zastanawiam się jak by to dziś wyglądało...a w zasadzie…jutro..:

Niewątpliwie najważniejszym wydarzeniem tamtych czasów były uroczystości z okazji beatyfikacji Jana Pawła II. Beatyfikacja miała miejsce 14 października 2010 r. w Krakowie, bo tak sobie zażyczył Sejm oraz Rząd RP pod naciskiem demonstracji, w przeciwnym razie grożąc Stolicy Apostolskiej zerwaniem Konkordatu. W Polsce, w każdej niemal miejscowości odbyła się z tego powodu uroczysta sesja rady gminy, powiatu czy województwa- co należy podkreślić niezależnie od podziałów politycznych. Uroczystości w Warszawie, z udziałem nuncjusza i biskupów, razem z parlamentarzystami, którzy zdążyli wczoraj uchwalić postępowe prawo zabijania niepotrzebnych embrionów ludzkich oraz finansowania zabiegów in-vitro z budżetu samorządów, uważano za najlepsze. Dodatkowo miał oczywiście miejsce wielki koncert w którym udział brali najwięksi polscy artyści estradowi począwszy od Dody na Behemocie skończywszy. Koncert przyciągnął tłumy warszawiaków, którzy dodatkowo solidarnie wsparli datkami pomysł budowy Centrum Ekumenicznego im. bł. Jana Pawła II. Po koncercie w Archikatedrze miała miejsce Msza która połączona była z koncertem warszawskich scholek dziecięcych.

Uroczystości toruńskie, nie były tak wspaniałe, jednak z powodu tego, że w Toruniu przed 11 laty Jan Paweł II odprawił jakieś nabożeństwo Rada Miejska uznała za stosowne coś zrobić.
W przygotowanie oprawy uroczystości włączyli się nie tylko księża, ale i miejskie instytucje kultury- w tym między innymi Centrum Sztuki Współczesnej, w którym prezentowano wystawę pt. ,,Jan Paweł II, a kryzys ekonomiczny" na której wystawiono między innymi słynną figurę Papieża przygniecioną przez meteoryt. Rada miasta pokryła m.in. koszty wykonania nowej iluminacji pomnika Jana Pawła II przy Alei Jana Pawła II, a także udzieliła solidnej dotacji na projekt kościoła pw. Bł. Jana Pawła II który to miał zaprojektować najwyższej klasy nowatorski architekt z Iranu.
Wczesnym rankiem rozpoczęcie uroczystości. W poprzedzającą noc odbyło się krótkie czuwanie modlitewne, a zaraz po nim dyskoteka ewangelizacyjna w największym toruńskim klubie z udziałem najlepszych DJ-ów. Zatem, by dać młodzieży odpocząć, dopiero po 12 rozległo się pierwsze bicie dzwonów, po czym z wieży katedry i ratuszowej popłynął odtworzony koncert Piotra Rubika, który jednakże można było słuchać wyłącznie z słuchawek rozdawanych przechodniom, gdyż właśnie weszły przepisy unijne ograniczające hałas w centrum miast. Odtwarzanie tego koncertu miało miejsce dwa razy dziennie, przez wszystkie dni obchodów. Trzeba jeszcze zwrócić uwagę, ze względu na to, by zbyt huczne obchody beatyfikacji mogły nie uraził nie-katolików, ozdobienie miasta ograniczyło się tylko do wywieszenia na wierzy katedry flag Watykanu i napisu ,,bł. Jan Paweł II”.
Ale za to przyozdobiono bogato wnętrze kościoła katedralnego. Zmieniono położenie mensy ołtarzowej i przeniesiono ją na środek nawy głównej, tak by wszyscy mieszkańcy mieli dobry widok. W prezbiterium natomiast umieszczono obraz z wizerunkiem błogosławionego. Obraz wykonany został przez założyciela Drogi Neokatehumenalnej Kiko specjalnie na zlecenie miasta, w którym jak widać skuteczny lobbing przeprowadzili przedstawiciele Drogi. Przedstawiał on Jana Pawła II oraz samego Kiko. Starą ambonę zasłonięto by nie odrywała uwagi wiernych od obrazu.W nawach bocznych przygotowano wystawę prac dzieci pt. Jan Paweł II a problemy dzisiejszej młodzieży”. Ponadto zaraz po rozpoczęciu uroczystości urządzono aukcję części starego ołtarza bocznego, na rzecz nowego kościoła. W miejsce starego ołtarza ma się pojawić ołtarz bł. Jana Pawła II.
Uroczystość samą uświetnili swoją obecnością przedstawiciele wspólnoty protestanckiej, kościoła prawosławnego, a także niedawno przybyli do Torunia buddyści i hinduiści. Był podobno obecny również jakiś szaman afrykański. Na honorowych miejscach w Katedrze posadzono europarlamentarzystów i radnych miejskich. Ceremonie religijne rozpoczęły się od sumy celebrowanej przez biskupa Ordynariusza, w trakcie której podniosłe kazanie wygłosił i papieskie breve beatyfikacyjne odczytał zaproszony specjalnie na tę uroczystość Rabin, który bardzo mocno skupił się na tym, że błogosławiony bardzo często podkreślał, iż mienie żydowskie powinno być jak najszybciej zwrócone. Po odśpiewaniu Barki dzień zakończyły gry i zabawy dla dzieci.. Następnego dnia o świcie odprawiono przy ołtarzu polowym na rynku Starego Miasta Mszę która koncelebrowało ponad 100 kapłanów. W trakcie wszystkich uroczystości oprawę muzyczną zapewniało blisko 50 gitarzystów którzy wykonywali najlepsze przeboje muzyki chrześcijańskiej. Jednym z punktów był pokaz sztucznych ogni, który zorganizowano poza miastem. Pokazy tych ogni, który zakończył ogromny fajerwerk z napisem Toruń- Europejską Stolicą Kultury 2016.

Cóż- kto wie co będzie. Nie wiem tego także ja. Jednak ufam że ten opisany powyżej obraz nie spełni się. Bo byłoby to ze szkodą - jak mi się zdaje dla wszystkich. Mamy czas- czas się zastanowić.
Czasy się zmieniają, zmieniają się zwyczaje, człowiek się nieustannie zmienia. wszystko się zmienia.

CHRYSTUS TEN SAM WCZORAJ DZIŚ I NA WIEKI...

środa, 16 grudnia 2009

Czekając aż przyjdzie...[R.]

Czytając ostatnio pewną książkę, zasnąłem nie zaznaczywszy strony na której zakończyłem wieczorną lekturę. Rano- książkę otworzyłem na poniższym fragmencie:

















,,o.Marie-Dominique Philippe, profesor z Fryburga, Dominikanin, który mając 63 lata, założył w 1975 roku w zlaicyzowanej Francji niezmiernie prężny zakon, Wspólnotę św. Jana Ewangelisty, prorokuje:

Myślę, że Kościół przeżywa swój ostatni okres. Oczywiście może on potrwać, nic nie stanie się jutro. [...] Bez wątpienia Kościół przeżywa obecnie swój ostatni okres — i jest to również najpiękniejszy okres! Jesteśmy uprzywilejowani, że możemy żyć w tym ostatnim okresie, ponieważ jest on najpiękniejszym w całych dziejach Kościoła. Trzeba, by Kościół ubożał, by żył tajemnicę Jana Chrzciciela (gdyż Jan Chrzciciel przyjdzie na końcu czasów, odziany duchem Eliasza, zwiastować powrót Chrystusa), a jednocześnie by żył rozkwitem wiosny. Powinien żyć równolegle tymi dwiema tajemnicami. Żyć ubóstwem — ubóstwem zgody na to, że jego pielgrzymowanie dobiega kresu, że nie jest wieczny na ziemi. Jest taki w niebie! Ale ziemski Kościół, Kościół walczący, nie jest wieczny. „Bramy piekielne go nie przemogą", to znaczy, że będzie trwał aż do końca świata, ale nie jest wieczny. Trzeba więc uznać, że jego pielgrzymowanie się kończy. Dlatego ma być ubogi i odziany duchem Eliasza, duchem Jana Chrzciciela. Inaczej nie będzie w stanie zaakceptować faktu, że Chrystus powraca. Iluż chrześcijan nie zgadza się dziś na powrót Chrystusa! Ci, którzy opowiadają się za mesjanizmem doczesnym, ci, którzy mylą polityczną roztropność i wiarę, mają poważne trudności ze zgodą na powrót Chrystusa. „Kościół powinien trwać" — mówią. Nie mają jednak na myśli Kościoła triumfującego, lecz Kościół, który winien zatracić się w wywyższeniu Ludzkości. To Ludzkość powinna być Bogiem, to Ludzkość i tylko ona jedna winna wypełnić wszystko. Bardzo ważne byśmy zrozumieli, że przeżywamy coś analogicznego do tego, czego doświadczył Jan Chrzciciel .

(M.D. Philippe, Iść za Barankiem. Rekolekcje o Ewangelii św. Jana, tłum.D. Szczerba, Warszawa 1996, s. 193 n.)


Moje małe, własne, prywatne, rekolekcje Adwentowe. Czekając aż przyjdzie...a trud syntezy ja w każdym razie pozostawiam Panu Bogu. Ufny w Niego- bez względu na to co dookoła. Bo i co będzie gdy - być może jutro na Niebie zobaczymy spadające na ziemię gwiazdy. Co się stanie gdy na ziemi zacznie się prawdzie zło?
Myślę, że wiara w tym czasie mówi tylko jedno- to musi się stać...;

Instytut B[enedykta] 16 - filia Toruń...

No dobra- to na razie nierealne. Ale ale..czytając toruńskie wydanie internetowe dziennika Nowości...

 












Niestety- skądinąd dowiaduję się że w moim mieście rodzinnym miał po prostu miejsce kolejny iście kretyński spektakl pod nazwą Instytut B....61 :
,,W budynku czekali przedstawiciele wyimaginowanego Instytutu, szaleni naukowcy, astrofizycy poprzebierani w gogle i białe oraz jasnozielone kitle. Opowiadali o historii swojej placówki, o ojcach założycielach, których na obrazie "Ostatnia Wieczerza" uświetnić miał sam Leonardo da Vinci. Profesorowie ostrzegali, żeby podczas oprowadzania po Instytucie uważać. "Proszę państwa, to nie zabawa! My tutaj zakrzywiamy czasoprzestrzeń! Proszę zobaczyć tutaj. Kolega nie uważał. I co się stało?" - przewodnik ku przestrodze wskazywał na dziurę w ścianie z zamurowanym adeptem Instytutu." jak informuje Gazeta. Na zakończenie jest krótkie podsumowanie:
Instytut pokazał nam dobre i smutne strony toruńskiej kulturalnej rzeczywistości. Pozytywne jest to, że są u nas ludzie, którzy mogą organizować oryginalne przedsięwzięcia. Mamy w mieście wszystko, co trzeba do zbudowania programu i strategii, której zwieńczeniem może być tytuł Europejskiej Stolicy Kultury w 2016 r. Okazało się też, że deficyt podobnych wydarzeń w Toruniu jest ogromny. Trzeba mieć nadzieję, że już wkrótce imprezy takie jak Instytut nie będą wyjątkiem, ale chlebem powszednim......
.........CZEGO SOBIE I PAŃSTWU CZYTELNIKOM NIE ŻYCZĘ...
 
PS:........a Państwa ,,artystów" zapraszam na konsultacje psychiatryczne. Załamać się idzie. Jesli współczesna sztuka odzwierciedla kondycję moralną dzisiejszego człowieka to niestety idzie się zgodzić z twierdzeniem Nicolasa Gomeza Davili:
  ,, Współczesny świat nie będzie ukarany- on sam jest karą"